sobota, 28 maja 2016

Rozdział 9


Clary




Ciemność, cisza i złe przeczucie w jednym. Wrażenie pustki, które jest każdemu znane i ten moment, który się nasila. Próbowałam znaleźć choć jeden promień światła, ale nic z tego. Moje obawy z każdą chwilą się pogłębiały. Brak możliwości kontrolowania tego, co się może stać. Tysiące myśli napływało naraz do mojej głowy i wszystkie krążyły wokół jednego: złych przeczuć.

Złote światło wyłoniło się przede mną, a jego blask oślepiał. Zarysy kobiecej sylwetki zaczął się pojawiać wprost przede mną. Przymrużyłam oczy, zastanawiając się, co mnie spotka, kto to może być?

Kobieta po chwili stała się znacznie wyraźniejsza i już wiedziałam, że przeszłość powróciła i muszę zacząć od nowa swoją podróż w innym wymiarze, przynajmniej mi się tak zdawało. Przede mną we własnej osobie stała Izyzyda. Po walce z Dylanem myślałam, że to już koniec z naszymi spotkaniami, ale najwyraźniej się pomyliłam.

W momencie, gdy otwierałam usta, aby już coś powiedzieć, przemówiła tym swoim śpiewnym i delikatnym głosem.

- On powrócił moje dziecko. Szlak powstaje na nowo, życie anielskie zagrożone, ratuj je piersią swą, a aniołowie poszerzą swój krąg. Czas powrócić tam gdzie słuch pierwszy raz cię nie zawiódł. Gdzie twoja magia ożyje na nowo, a krąg powinność swą wypełni. Niech powstaną wszelkie bramy złota, niech Aniołowie znów powrócą do nas, niech ojciec broni dzieci swe. Co już powstało może w popiół się obrócić, Powstrzymać zamieć, które na Anielskie dziecię się szykuje. Z miłości zrodzone, miłością obronione. - Miałam wrażenie, że wszystko mówiła na jednym tchu, ale emocje, jakie przez to przekazywała, potrafiły przyprawić o gęsią skórkę.

Po wypowiedzeniu ostatnich słów bez niczego znów zaczęła znikać, a ja zbudziłam się, siadając gwałtownie.

Położyłam dłoń na klatce piersiowej, w miejscu gdzie moje serce najmocniej obijało się o żebra. Tuż pod dłonią czułam, jak mocno uderza.

Spojrzałam na Jace'ego spokojnie śpiącego z głową wtuloną w moją poduszkę. Miał lekko rozchylone usta i potargane włosy na wszystkie strony. Można by pomyśleć, że piorun go trzasnął.

Spojrzałam w stronę okna, z którego widać betonowy las. Można mieć wrażenie, że budynek leży na budynku. Wpatrując się tak w ruch uliczny, który nawet w środku nocy nie staje się mniejszy, pierwszym pytaniem, jakie mogłoby przyjść do głowy to: czy ludzie nie śpią w ogóle? Ale wiem, że życie Przyziemnego może wydawać się łatwe i kolorowe, ale takie nie jest. Wystarczy spojrzeć na te udręczone dusze uwięzione w ciałach ludzi, którzy nie widzą nic poza zyskiem materialnym, ale tak już jest. Wyścig szczurów jest nieuchronnym elementem życia Przyziemnego.

W głowie zaczęłam słyszeć słowa Izydy przekazane w śnie. Najbardziej zaczęły zastanawiać mnie słowa mówiące o miejscu, w którym proza pierwszy słuch mnie nie zawiódł, ale nie mam pojęcia, o co może chodzić. Całe życie słuch miałam wręcz idealny, więc to jest jedna z wielu zagwozdkę, jakie przyniósł mi ten sen. Będę musiała o nim powiedzieć, Jace'owi. Nie chcę mieć powtórki z rozrywki. Do tej pory pamiętam, jaki był wkurzony, gdy dowiedział się o koszmarze z Dylanem. Ale jednak w ciąż nie rozumiem, dlaczego był zły. Przecież i tak nie mógł wpłynąć na to, co mi się śni.

Płacz dobiegający zza ściany przerwał moje rozmyślania, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Pewnie normalny rodzić byłby naburmuszony faktem, iż musi wstać do dziecka w środku nocy, ale spójrzmy faktom w oczy, nie jestem normalnym rodzicem.

Szybko wstałam z łóżka, tak by nie obudzić Jace'a i popędziłam ile sił w nogach w stronę pokoju córki. Delikatnie otworzyłam drzwi i równie delikatnie je przymknęłam. Podbiegłam do łóżeczka i spojrzałam na czerwoną od płaczu twarz Sofie. Uśmiechnęłam się do maleństwa i ostrożnie wzięłam na ręce. Na początku delikatnie kołysałam ją, aby się trochę uspokoiła, a następnie przysiadłam na pufie i zaczęłam ją karmić piersią, wcześniej podnosząc bluzkę, która robiła mi za piżamę. Dziewczynka od razu przyssała się do mnie, lekko mnie podgryzając dziąsłami.

Od razu się uspokoiła.

Po kilku chwilach dziewczynka odkleiła się ode mnie i wpatrywała uważnie w moją twarz, podnosząc rączkę do góry, którą położyła tuż pod moim sercem.

- I co ja mam z tobą zrobić? - Lekko się zaśmiałam, podnosząc się z Sofie na rękach.

Położyłam małą do łóżeczka, na co zaczęła gaworzyć. Nie zwracając na to większej uwagi, poprawiłam ubranie.